Tygodnie
mijały w zawrotnym tempie.Niestety czas nie sprzyjał w żaden sposób
małżeństwu Agnieszki.Wydawało się jej nawet, że jest coraz gorzej.Nie
wiedziała już nawet czy chcę ratować swój związek.Związek z facetem,
który do niedawna dawał jej tyle szczęścia.
- Jesteś pieprzoną egoistką!
- A tym razem co sobie ubzdurałeś?
- Widziałem cię z nim na mieście, jest lepszy ode mnie, prawda?
- Tłumaczyłam ci już, że to tylko kolega z pracy.
-
A ja mam w to wierzyć? Nie mam ośmiu lat, żebyś wmawiała mi takie
bzdury - burknął, uderzając pięścią w stół. - Przyrzekałaś mi wierność,
nie pamiętasz?- chwycił ją mocno za dłoń.
- I jestem wierna, ale twojej podejrzliwości i zazdrości nie da się już znieść.To ty niszczysz ten związek, zrozum.
- Na twoim miejscu to bym się już dawno zamknął, zanim pożałujesz paru słów za dużo.
Jeszcze tego wieczoru bez żadnych skrupułów po raz kolejny ją uderzył.
Słońce
tego dnia delikatnie przebijało się przez zachmurzone niebo.Aga
klęczała nad grobem ojca, prosząc o jakąkolwiek pomoc z góry.Mimo tego,
co przeszła była osobą mocno wierzącą.Jedynie w wierze i modlitwie
pokładała ostatnio nadzieje.Chusteczką wyciągniętą z kieszeni kurtki
otarła podpuchnięte oczy.Wiedziała,
że źle robi będąc nadal z mężem.Chciała zbagatelizować swoje uczucia do
niego.Ten wieczór był jej jednym z trudniejszych.Postanowiła odejść,
napisała już nawet pozew o rozwód.Nie wiedziała co będzie z nią, gdzie
się podzieje, ale mimo wszystko bardziej obawiała się Maksa, niż
perspektyw życia ponownie będąc samą.Wciąż chciała pokazać mu swoje
uczucia.Marzyła o założeniu z nim prawdziwej rodziny, z minimum dwójką
cudnych dzieciaków, którym zapewniłaby dzieciństwo o jakim sama marzyła.
poniedziałek, 18 grudnia 2017
rozdział II
Oglądała
albumy ze zdjęciami, wycierając pojedyncze łzy spływające jej po
policzkach.Usłyszała dobiegające z korytarza kroki.Wiedziała, że to
Maks.Szybko podniosła się z łóżka, poprawiła makijaż, pod łóżko rzuciła
wszystkie zdjęcia i wyszła na przywitanie ukochanemu.Kiedy zbliżyła się
do niego, by go ucałować, poczuła zimną dłoń mocno ściskającą jej
przedramię.
-
Odpuść.Widzę te zmęczone oczy, znowu ryczałaś, źle ci ze mną? - jego
ton głosu był równie lodowaty jak powietrze szalejące tego dnia na
zewnątrz.
- Kocham cię Maksiu - westchnęła i postanowiła nie podejmować już dziś żadnych prób rozmów.
Nie
układało im się już od paru miesięcy.Nie potrafili już nawet rozmawiać,
bo wszystko kończyło się awanturami.Wierzyła jednak, że to tylko
przejściowy kryzys.Zupełnie jak w wielu innych małżeństwach.Nie widziała
nawet nic złego w tym, że mąż już dwa razy ją uderzył.Na wszystko
znajdywała w końcu wytłumaczenie, bo przecież może po prostu zrobiła coś
źle i najzwyczajniej się jej należało.
~~~
Ciąża, dziecko,pełnia szczęścia.I on.Tak samo okrutny dla żony jak i dla swojego własnego potomka.Cios za ciosem.I płacz, przeraźliwy płacz.
Agnieszka tej nocy nie mogła w ogóle spać.Nawet kiedy usnęła na chwilę ponownie budziła się z ogromnym krzykiem.Czuła mocne bicie serca.Bała się.Jej mąż był w delegacji i choć nie przebywała z nim w ciągu paru ostatnich dni ciągle jej się śnił.Był agresywny.W dodatku dowiedziała się, że jest w ciąży.To tylko potęgowało jej straszne sny, w których Maks był okrutny również dla maleństwa.A przecież czemu może być winne takie dzieciątko?Ostatecznie całą winę zaczęła brać na siebie.
rozdział I
Szła
w delikatnej,białej sukience przez środek kościoła. Czuła dumę
przeszywającą jej całe ciało.Była szczęśliwa, że w końcu coś
osiągnęła.Mimo, że większość ławek była wolna cieszyła się, że są z nią
jej najbliżsi, rodzina Maksa, koleżanki z pracy.Nic więcej się dla niej
nie liczyło.
-
Ja, Maksymilian.. biorę Ciebie Agnieszko za żonę i ślubuje ci miłość,
wierność i uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci..
Ostatnie
światła wieczoru zaczęły już gasnąć.Aga siada na brzegu łóżka
przyglądając się z uwagą swojej miłości.Z jej spojrzenia bije
szczęście.W końcu zaczyna układać jej się w życiu.Nikt nie myślał, że
kiedykolwiek wyjdzie na prostą.Wszyscy bez wyjątku spisywali jej osobę
na straty.Nikt w nią nie wierzył, wszyscy zostawili w najgorszym
momencie.Została sama w wieku 16 lat.Z mamą nigdy nie utrzymywała
kontaktu, nie miała okazji nawet jej poznać, ponieważ ta bez większych
wyrzutów sumienia po prostu ją porzuciła.Tata zmarł natomiast zimą,
siedem lat temu.Zaczął się wtedy najgorszy okres w jej życiu.Znalazła
się u ciotki w Katowicach.Żadnego wsparcia, ciągłe awantury.Szybko
wpadła w złe towarzystwo, a dokładnie dwa lata później, w dzień swoich
urodzin wylądowała na odwyku.Kolejnych trzech lat też nie wspomina
dobrze.To były ciągłe próby poukładania sobie choć trochę życia, marzyła
o powrocie do zwykłej codzienności.Wtula się w śpiącego już od
dłuższego czasu ukochanego.To właśnie on zmienił jej życie na lepsze,
nauczył cieszyć się z drobnostek, pokazał co naprawdę znaczy kochać.
Wczesnym
rankiem w niedzielę, pod koniec lipca, mniej więcej trzy tygodnie po
ślubie Aga siedzi na balkonie z Maksem.Chłopak mocno trzyma jej dłoń,
dopalając pierwszego tego dnia papierosa.
- Zobaczysz słońce, teraz zacznie się wszystko układać - uśmiecha się.
- Ale Maksiu, ja już jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie.Mam wszystko, czego potrzebuje do pełni szczęścia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)