Tygodnie
mijały w zawrotnym tempie.Niestety czas nie sprzyjał w żaden sposób
małżeństwu Agnieszki.Wydawało się jej nawet, że jest coraz gorzej.Nie
wiedziała już nawet czy chcę ratować swój związek.Związek z facetem,
który do niedawna dawał jej tyle szczęścia.
- Jesteś pieprzoną egoistką!
- A tym razem co sobie ubzdurałeś?
- Widziałem cię z nim na mieście, jest lepszy ode mnie, prawda?
- Tłumaczyłam ci już, że to tylko kolega z pracy.
-
A ja mam w to wierzyć? Nie mam ośmiu lat, żebyś wmawiała mi takie
bzdury - burknął, uderzając pięścią w stół. - Przyrzekałaś mi wierność,
nie pamiętasz?- chwycił ją mocno za dłoń.
- I jestem wierna, ale twojej podejrzliwości i zazdrości nie da się już znieść.To ty niszczysz ten związek, zrozum.
- Na twoim miejscu to bym się już dawno zamknął, zanim pożałujesz paru słów za dużo.
Jeszcze tego wieczoru bez żadnych skrupułów po raz kolejny ją uderzył.
Słońce
tego dnia delikatnie przebijało się przez zachmurzone niebo.Aga
klęczała nad grobem ojca, prosząc o jakąkolwiek pomoc z góry.Mimo tego,
co przeszła była osobą mocno wierzącą.Jedynie w wierze i modlitwie
pokładała ostatnio nadzieje.Chusteczką wyciągniętą z kieszeni kurtki
otarła podpuchnięte oczy.Wiedziała,
że źle robi będąc nadal z mężem.Chciała zbagatelizować swoje uczucia do
niego.Ten wieczór był jej jednym z trudniejszych.Postanowiła odejść,
napisała już nawet pozew o rozwód.Nie wiedziała co będzie z nią, gdzie
się podzieje, ale mimo wszystko bardziej obawiała się Maksa, niż
perspektyw życia ponownie będąc samą.Wciąż chciała pokazać mu swoje
uczucia.Marzyła o założeniu z nim prawdziwej rodziny, z minimum dwójką
cudnych dzieciaków, którym zapewniłaby dzieciństwo o jakim sama marzyła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz