Oglądała
albumy ze zdjęciami, wycierając pojedyncze łzy spływające jej po
policzkach.Usłyszała dobiegające z korytarza kroki.Wiedziała, że to
Maks.Szybko podniosła się z łóżka, poprawiła makijaż, pod łóżko rzuciła
wszystkie zdjęcia i wyszła na przywitanie ukochanemu.Kiedy zbliżyła się
do niego, by go ucałować, poczuła zimną dłoń mocno ściskającą jej
przedramię.
-
Odpuść.Widzę te zmęczone oczy, znowu ryczałaś, źle ci ze mną? - jego
ton głosu był równie lodowaty jak powietrze szalejące tego dnia na
zewnątrz.
- Kocham cię Maksiu - westchnęła i postanowiła nie podejmować już dziś żadnych prób rozmów.
Nie
układało im się już od paru miesięcy.Nie potrafili już nawet rozmawiać,
bo wszystko kończyło się awanturami.Wierzyła jednak, że to tylko
przejściowy kryzys.Zupełnie jak w wielu innych małżeństwach.Nie widziała
nawet nic złego w tym, że mąż już dwa razy ją uderzył.Na wszystko
znajdywała w końcu wytłumaczenie, bo przecież może po prostu zrobiła coś
źle i najzwyczajniej się jej należało.
~~~
Ciąża, dziecko,pełnia szczęścia.I on.Tak samo okrutny dla żony jak i dla swojego własnego potomka.Cios za ciosem.I płacz, przeraźliwy płacz.
Agnieszka tej nocy nie mogła w ogóle spać.Nawet kiedy usnęła na chwilę ponownie budziła się z ogromnym krzykiem.Czuła mocne bicie serca.Bała się.Jej mąż był w delegacji i choć nie przebywała z nim w ciągu paru ostatnich dni ciągle jej się śnił.Był agresywny.W dodatku dowiedziała się, że jest w ciąży.To tylko potęgowało jej straszne sny, w których Maks był okrutny również dla maleństwa.A przecież czemu może być winne takie dzieciątko?Ostatecznie całą winę zaczęła brać na siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz